Po Poloneza do Chorwacji!

Mam takiego dobrego kumpla – Franka. Chłopak jest z Sopotu, robi magiczne rzeczy z Volkswagenami i miewa dziwne pomysły. Ale kiedy zadzwonił spytać, czy nie chciałbym zabrać żony i 4-osobową ekipą wybrać się do Chorwacji po Poloneza, myślałem że się przesłyszałem. Ale jako że nauczyłem się nie przepuszczać okazji do podobnych akcji żeby na starość mieć co opowiadać wnukom, zdecydowałem się pojechać nie pytając o zbyt wiele szczegółów.

Szukali i znaleźli

Franek podczas poprzednich wakacji zjeździł Bałkany Volkswagenem T3, i chyba podświadomie szukał tego Poloneza. Przez trzy tygodnie wraz ze swoją narzeczoną i zaprzyjaźnioną parą jeździli od kempingu do kempingu, wypatrując po drodze co ciekawszych samochodów opatrzonych tabliczką “za prodaju” lub po prostu porzuconych gdzieś w krzakach przy drodze. Wtem, pomiędzy Splitem a Trogirem ich oczom ukazał się “auto otpad”, czyli po prostu złom, na którym królowały stare Skody, Volkswageny, Renaut a pomiędzy nimi znajoma każdemu fanowi motoryzacji linia Poloneza pierwszej serii. Ekipa zatrzymała się i poszła pooglądać znalezisko. Okazało się, że właściciel złomu był przyzwyczajony do pielgrzymek Polaków w sprawie Borewicza właśnie. Gdy usłyszał, że Franek wróci po auto pokiwał tylko głową. Jak się później okazało niemal każdy Polak zatrzymujący się przy złomie mówił to samo, a Polonez stał tam smutny, z wgniecionymi drzwiami od 10 lat.

chorwacja polonez (23)

Ahoj przygodo!

To było we wrześniu 2015 roku. 11 Maja, 8 miesięcy później, zapakowaliśmy się w cztery osoby do lawety. Silny skład w składzie Franka i jego Sylwii, oraz mnie i mojej żony miał ambitny plan dojechania do Trogiru i zapakowania samochodu w ciągu 24 godzin, a następnie powrotu na Pag i wypoczęcia tam na plaży kolejne 3-4 dni. Mieliśmy wystartować w drogę powrotną w kolejny poniedziałek rano. Plan swoje a życie swoje – jako że każde z nas podczas wyruszania w podróż nie spało już co najmniej od osiemnastu godzin, udało nam się dojechać nad węgierski Balaton i przenocować tam, co i tak uważam za spory sukces. Strugi deszczu ściekające po szybie lawety nie zwiastowały tego, że uda nam się poleżeć na plaży, więc zbytnio się nie spieszyliśmy. Bo 76km/h to nie szybko, prawda? Tyle ukazało się na urządzeniu pomiarowym chorwackiego policjanta który nas zatrzymał kolejnego dnia… jednak po usłyszeniu że jedziemy ratować polskiego Poloneza puścił nas bez mandatu grożąc tylko palcem. Nie pędząc już tak szybko dotarliśmy do Trogiru, ale byliśmy tak zmęczeni, że po Poloneza postanowiliśmy pojechać w sobotę rano.

chorwacja polonez (3)

mapa sopot-trogir

Chorwacki Polonez

Pełni niespokojnych myśli czy właściciel będzie na miejscu wybraliśmy się kilkanaście kilometrów od miasta – i na szczęście Pan ze złomu też tam był. Koleżanka Franka mówiąca po Chorwacku dzwoniła do niego ostrzec go że przyjedziemy, jednak de facto mieliśmy być w czwartek lub piątek, a nie w weekend. Na nasze szczęście okazało się, że Polonez od 10 lat stoi i przez te dwa dodatkowe dni nikt go nie wziął, a właściciel zszedł do nas po minucie, naprawdę zaskoczony że przyjechaliśmy. Oprowadził nas po swoim królestwie, gdzie oprócz mnóstwa starych gratów, znaleźliśmy dwa Maluchy, Nissana 280ZX, Merca W116 i Saaba 900 (co ucieszyło mnie szczególnie, bo mam ten sam model w garażu).

chorwacja polonez (4)

chorwacja polonez (6)

chorwacja polonez (7)

chorwacja polonez (10)

Po obejściu całego miejsca i obejrzenia każdego samochodu, zapakowaliśmy Poloneza na lawetę, spisaliśmy umowę i odjechaliśmy. Pogoda zrobiła się piękna, więc udało nam się złapać kilka promieni chorwackiego słońca, a podczas gdy dziewczyny leżały na plaży my oglądaliśmy dokładnie świeży zakup Franka. I wyobraźcie sobie, że klimat Dalmacji naprawdę służył naszemu znalezisku: grube tarcze hamulcowe były tylko minimalnie pokryte warstewką nalotu rdzy – dosłownie jakby samochód od trzech dni stał w deszczu. Co więcej, hamulce wcale nie były zastane, a ręczny działał. Jasny olej silnikowy zalany na maxa, płyn chłodniczy w układzie i świeży filtr powietrza “made in Spain” świadczyły, że niedługo przed stłuczką samochód przeszedł serwis. Co więcej silnik kręcił się bez większego oporu i jedyne czego brakowało nam do jego odpalenia na miejscu to akumulator i świeża benzyna. Już później w Sopocie okazało się, że Borewicza ktoś zatankował pod korek, ale bezpieczniej było wymienić paliwo na nowe niż eksperymentować z tym co było w baku.
Blacha to kolejny plus tego samochodu. Widziałem wiele Polonezów, ale w żadnym nie było tak dobrych oryginalnych nadkoli, progów i podłogi. Gdyby auto nie było uderzone z lewej strony, wystarczyłoby je wypolerować i można by było jechać prosto na konkurs elegancji! Największym jednak plusem wozu jest wnętrze. Brzydkie, wyblakłe pokrowce skrywały piękną czerwoną tapicerkę w nienagannym stanie. Dodatkowe lampki w drzwiach, niezniszczone i niewysiedziane fotele, szerokie popielniczki… to naprawdę robi wrażenie, tym bardziej gdy pomyślisz sobie że nasz egzemplarz ma aż 36 lat (rocznik 1980)!

chorwacja polonez (5)

chorwacja polonez (18)

chorwacja polonez (9)

chorwacja polonez (11)

chorwacja polonez (12)

Wracamy!

Powrót do Polski to osobna historia: pierwotny ambitny plan znów zakładał tu nieprzerwaną podróż z Pagu do Sopotu w około 20 godzin, jednak udało nam się podzielić to na trzy etapy: z Trogiru do Senj, z Senj do Heviz na Węgrzech (gdzie wybraliśmy się do gorącego źródła – ciekawe przeżycie, średnia wieku 70 lat i śmierdząca woda), i z Heviz do Sopotu. Suma summarum na Pagu w ogóle nie byliśmy.

chorwacja polonez (21)

mapa trogir-sopot

Dzień po powrocie dostałem telefon od Franka że Polonez po krótkim serwisie bez problemu odpalił i teraz chłopak zastanawia się co zrobić z nim dalej… plan był taki, żeby uratować klasyka (co w 100% się udało), jednak jaka będzie dalsza historia samochodu, tego nie wiemy. Albo zostanie odbudowany (trzeba dokupić dwoje drzwi i kilka pierdół) a natępnie zarejestrowany, albo jego wnętrze i detale zostaną sprzedane, a buda stanie się bazą do budowy trzydrzwiowego nadwozia Poloneza, co od dawna chodzi Frankowi po głowie… zobaczymy!

Podsumowując: 

  • 6 dni w podróży
  • 3900 km
  • 2 noce w samochodzie, 2 noce na Węgrzech, 2 noce w Chorwacji
  • 4 godziny na plaży
  • 1 kąpiel w Balatonie, 1 kąpiel w Adriatyku
  • 1 wykroczenie zanotowane przez chorwacką policję
  • 1 sanatorium na Węgrzech ze średnią wieku 70 lat
  • 1 uratowany Polonez!

chorwacja polonez (13)

chorwacja polonez (14)

chorwacja polonez (16)

chorwacja polonez (19)

chorwacja polonez (20)

chorwacja polonez

chorwacja polonez (15)

chorwacja polonez (17)

11 komentarzy

  1. aro

    macie jeszcze jakieś zdjęcia aut, które stały na placu ? Było jeszcze coś fajnego do odratowania ? może jakiś Merc lub fajne cabrio ?

  2. Marco

    Piekne auto. Z taka historia troche szkoda go rozbierac. Ogolem widze ze tam wiecej ladnych aut na placu. Ciekaw jestem jak to wychodzi cenowo. Ale Poldek najladniejszy. Z checia zobaczylbym go w swoim garazu 😉

  3. Richy

    Mam takiego samego LT- ka lawte 2,5 TDI. Super auto i wygodne.szacun za odwagę i wyprawę foto na plaży z autem super, pozdrawiam i życzę powodzenia w odbudowie auta

  4. Franek

    Poldek znalazl bardzo dobry domek tak mi sie wydaje. Mozna bedzie poogladac co sie z nim dzieje na stronie mojagarbatadwudziestka.pl Robert przepraszam, ale przeczytalem twoja wiadomosc po tym, jak juz pojechal z nowym wlascicielem. Pozdrowki.

  5. Szalony pomysł! Widzę, że sporo tam naszych Polonezów. Delikatnie poprawić i można śmigać. Zaprzyjaźniony akropol naprawy na pewno poradziłby sobie z tym 🙂 Widzę kolejny powód, dla którego warto się wybrać do Chorwacji!

  6. Mazurek

    Stare samochody dzielą się na dwie grupy: kupione na allegro wypucowane garage queens i samochody z którymi wiąże się jakaś ciekawa historia. Zdecydowanie wolę tą drugą opcję 😀
    Fajny artykuł, spoko zdjęcia, dobrze się czytało

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *