Wreszcie wydajemy gazetę!

Drukowana gazeta – to było nasze marzenie od dawna. Trochę ponad rok temu zaliczyliśmy mały falstart. Myśleliśmy, że wtedy się uda, już było wszystko dopiętę i… niestety z powodów finansowych i nieuczciwego zachowania pewnej firmy musieliśmy odpuścić. Teraz to już pewne – od 20 października w każdym kiosku Kolportera, salonie Empic i inMedio będziecie mogli znaleźć drukowaną wersję KLASYCZNEGO!

Nie byłoby to możliwe bez współpracy z magazynem RALLY obecnym na rynku już półtora roku, który teraz przechodzi kompleksowy proces zmian, w którym mocno maczamy swoje klasyczne paluchy 😉 Zmiana nazwy na RALLY and RACE, zmiana logo, nowa strona internetowa (rallyandrace.pl) a także nowa szata graficzna i nowe materiały – wszystko to dzieje się teraz u nas i dlatego mamy trochę mniej czasu na bloga. To naprawdę szalony okres, ale już wychodzimy na prostą i nadrobimy wszystkie zaległości!

Klasyczny i RALLY and RACE będą połączone (z jednej strony gazety będzie klasyczny, a po drugiej stronie RALLY and RACE), to pozwala nam zoptymalizować koszty, a także ewangelizować nowych ludzi naszymi klasycznymi poglądami 🙂 Nie wykluczamy, że w przyszłości, jeśli chętnie będziecie kupowali naszą gazetę, będzie to zupełnie osobny tytuł, ale na razie zapowiada się wspaniała i owocna dla obu stron współpraca z RALLY and RACE! Gazeta będzie kosztowała 9,99PLN i nie będą w niej panowały tylko reklamy właśnie dzięki optymalizacji kosztów. Oczywiście nie musicie się martwić o bloga – dalej będziemy go prowadzić i działać, a gazeta będzie dodatkiem, w niej też będziecie mogli zobaczyć najlepsze według nas projekty!

Jak podoba wam się ta wizja? Kupicie klasycznego w Empiku? 🙂

Promocja na koszulki do końca wakacji!

Do końca wakacji przygotowaliśmy dla was specjalną promocję na koszulki – sprawdźcie ją w naszym sklepie! Staramy się też cały czas podnosić jakość naszych produktów. Od teraz wszystkie koszulki będą wysyłane w wykonanych na zamówienie dla nas kartonikach – zawsze proste i gotowe od razu do założenia! To dotyczy też wlepek, dla nich też przygotowaliśmy specjalne kartoniki, teraz dotrą do was na pewno nie pogięte i nie zniszczone.


sklep.klasyczny.com

Simply Clever, czyli najładniejsza Skoda Favorit jaką znam!

Mimo tego, że rodzicie mieli podobną Skodę Favorit, nigdy nie darzyłem jej jakąś wielką sympatią. Co więcej – nigdy mi się nie podobała, a co gorsza jej następczyni Felicia wydawała mi się znacznie ładniejsza. Wszystko było proste, aż do czasu gdy zobaczyłem zdjęcia tej oto Skody Davida Kovacsa z Węgier.

Czy to w ogóle jest klasyk? Nie wiem. Bo pomimo tego, że jest już stary, (nawet ostatnio obchodziliśmy jego 25-te urodziny! http://www.klasyczny.com/czy-favoritka-to-juz-klasyk-ma-25-lat/) to wygląda jakoś mało klasycznie. Plastikowe zderzaki, dość słabe osiągi i opinia o tym aucie, sprawia, że nic mnie w nim nie pociągało. Wiem natomiast, że leciwe już auto bardzo mi się podoba w takiej wersji jaką ma David. Zmian nie ma wiele, ale te które możecie zobaczyć na zdjęciach wystarczyły, by ten potencjalnie szary, smutny i nudny samochód wyglądał bardzo interesująco. Dobre koło i gleba – Simply Clever!

Jedną z najbardziej widocznych w aucie zmian to obniżone zawieszenie. Niestety zrobienie takiej „glebuni” nie było łatwe, jak zamówienie gwintu do golfa 2 na allegro za 500PLN. Tu potrzebne było trochę zmysłu Pomysłowego Dobromira, zdolności konstrukcyjnych Adama Słodowego i obsługi spawarki na poziomie uczestników „Wojny na Złomowisku”. Wszystko to pozwoliło Davidowi skonstruować własne zawieszenie gwintowane do Skody w oparciu o kilka części z wielu różnych „gwintów”.

Kiedy Skoda już dobrze siedziała, wtedy konieczne stało się dodanie odpowiedniego kółka. Wybór padł na klasyczne rozwiązanie – czyli poszerzona stal. Niby to nic nowego, ale przeważnie tego typu auta po prostu dobrze wyglądają na szerokiej stali. Małe, 13-sto calowe stalówki zaadoptowane ze Skody Favorit w wersji Pickup zostały poszerzone do 7 cali z tyłu i 6,8 cala z przodu. Wszystko po to, aby koła idealnie wpasowały się do nadkoli Favoritki. W takim zestawieniu Czeszka z Węgier prezentuje się niezwykle gustownie!

Co ciekawe, żeby aż tak obniżyć swoje auto, David musiał… podnieść silnik. Inaczej jazda byłaby po prostu nie możliwa. Dzięki temu zabiegowi mimo tak dużego obniżenia, autem można normlanie jeździć. Auto ma twardy jak beton gwint, a nie mięciutki Air Ride jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka! Na sam koniec – Skoda dostała nowy lakier i odnowione wszystkie detale, teraz to prawdziwy cukierek wśród Skód.

Takie klasyki lubimy. Dopracowane, ale z dużym pomysłem i dozą szaleństwa (kto normalny inwestuje w Favoritkę?!) Kolejny potężnie dopracowany Golf na BBS oczywiście będzie wyglądał pięknie i też zrobi duże wrażenie, ale taki powiew świeżości, nowego pomysłu, to jest to co lubimy najbardziej! Gratulujemy Davidowi jego auta i serdecznie pozdrawiamy!

Jak wam podoba się taka Skoda? Simply Clever?

L54 czyli srebrzysty 125p z pierwszym lakierem!

W dobie Mirków handlarzy, wstawiania ćwiar w auta i spawania przystanków autobusowych w elementy samochodu, znalezienie nigdy niemalowanego samochodu po wyjeździe z fabryki stanowi swojego rodzaju wyzwanie. Właśnie takiego Fiata 125p udało nam się kupić! Nie, nie mylicie się, Fiat nie jest szary. Kolor jego to L54, czyli wg katalogu srebrzysty!

Kup teraz!

Fiat kupiony był kilka tygodni temtu na totalnym spontanie. Zobaczyłem aukcje na allegro podczas zwyczajnego rannego przeglądu. Fiat wyglądał nieźle, choć lakier nie przypadł mi do gustu, wyglądał na całkiem zadbany egzemplarz za niezbyt duże pieniądze. Szybka decyzja i… kupiłem go! Zadzwoniłem do sprzedającego kilka godzin później, umówiliśmy się na odbiór i tylko sfinalizowaliśmy transakcję. Co ciekawe sprzedający zaproponował, że podrzuci mi go lawetą, trochę się tego obawiałem, ale szczerze – po prostu nie miałem czasu się po niego wybrać osobiście, więc to rozwiązanie idealnie mi pasowało.

Mocno się denerwowałem czy nie kupiłem totalnego trupa, ale kiedy zobaczyłem go na lawecie ciągniętej przez Lubilna, od razu mi się spodobał! Czysty, seryjny Fiacik z ładnymi chromami i bez rdzy. Zakochałem się w nim na dobre kiedy otworzyłem drzwi do pięknego, świetnie zachowanego brązowego wnętrza! Fiat przed sprzedażą długo stał – około 7 lat nikt go nie używał, więc silnik po tym czasie działał średnio. Przerywał i prychał, ale uzdrowiła go wymiana świec i kabli – teraz silnik mruczy bardzo rytmicznie!

Bingo!

Fiat był ładny, zadbany, ale miał kilka odprysków, a do tego lakier mocno zmatowiał. Niby nic wielkiego, był po prostu szary i matowy. Właśnie wtedy z pomocną dłonią przyszedł Mikołaj ze Smart Detailing! Powiedział, że coś poradzi na mój lakier i wnętrze – miałem być zadowolony… i pewnie jak widzieliście na facebooku – jestem i to bardzo!

Na początku w Smart Detailing dokładnie obejrzeli mojego Fiata i zmierzyli go czujnikiem lakieru. WSZYSTKIE elementy w samochodzie mają fabryczną powłokę lakierniczą! Fiat nie był nigdy malowany – to cieszy… i wręcz szokuje! Kiedy było już pewne, że lakier to oryginał, Fiat dostał konkretną kurację odświeżającą. Na pierwszy ogień poszło konkretne mycie i glinkowanie – lakier został oczyszczony jak jeszcze nigdy. Następnie żmudnych kilka godzin polerki różnymi rodzajami past i gąbek, aż w końcu nałożenie powłoki ceramicznej Glare. Efekt? REWELACJA! Fiat świeci chyba bardziej niż po wyjeździe z FSO. Lakier nabrał charakteru i z nudnego żałośnie zmatowiałego koloru jest piękny i srebrzysty lakier o oznaczeniu L54. Ten samochód zaczął mi się podobać!



Kolejne było wnętrze. Było ładne, ale fotele przez lata ekspoatacji chyba nigdy nie były czyszczone. Miejscami zamiast brązowego, miały czarny kolor! Na to Mikołaj też znalazł radę i kiedy zobaczyłem wnętrze – oszalałem! Czyściutko, świeżutko, pachnąco i brązowo! Nie ma śladów po czarnym nalocie (a myślałem że to nie do usunięcia) a fotele, wykładziny i plastiki wyglądają jak z farbyki!



To krótka historia przywrócenia Fiata z podmęczonego egzemplarza do świetnie wyglądającego auta, teraz tylko zostało zrobić coś z kołami. Drogi są dwie: albo odnowię te które tam są i zostawię Fiata w pełnej serii, albo zamiast odnawiać zwykłe stalówki, kupie coś ładnego, szerokiego i polerowanego, a zawieszenie delikatnie zbliży się do asfaltu… ale nad tym zastanowię się po powrocie z wakacji w Bułgarii!

A na koniec, kilka ładnych zdjęć od Studio Dada z jego promocyjnej sesji dla klasyków 🙂







Za pracę przy samochodzie serdecznie dziękuje:

Mój Merc, moja sprawa!

Można powiedzieć, że właśnie skończyłem robić swojego Merca. Kupilem go zimą, ale sporo było w nim pracy. Sporo też włożyłem w niego pieniedzy i serca, w końcu jest taki jak chciałem – mój 🙂 Jednak przy okazji wrzucenia kilku jego zdjęć na fejsbuka, czytając komentarze czasem chce mi się śmiać z tych wszystkich komentarzy, ludzi, którzy na siłę chcą mi udowodnić, że się mylę:

– WYżej go!
– Niżej go!
– CO TO ZA CHIŃSKIE KOŁA WRÓC DO SERI!
– Założ ori BBS
– ŁEEEEE BBSS można się zrzygać wymyślcie coś lepszego!
– Szersze koła z przodu
– ZA SZEORKO!
– niższa guma z tyłu
– ON nie ma opon! JAK MOŻNA TAK JEŹDZIĆ
– …

takich komentarzy jest masa. Każdy intenrtowy horsebitter musi mi przekazać swoją wizję na auto i to jak bardzo źle je zrobiłem (choć w 90% sami nawet nie mają auta! Pozostałe 9% ma trupy w agoni, a 1% to wartościowe uwagi od ludzi ogarnaiających temat) – potężnie mnie to drażni. Zrozumcie, fejsbuk to nie demokratyczne wybory. Nie zrobię auta tak jak ktoś napisze w komentarzu. To mój samochód i zrobiłem go tak żeby mi się podobał. Nie wysilajcie się pisać o zmianach w moich aucie – bo i tak ich dla was nie zrobię. Znam jego minusy i plusy lepiej niż wszyscy internetowi eksperci oglądająć jego dwa zdjęcia. Kiedy jakiś baran pisze mi, żebym wymienił błotnik „bo nie leży” chwile po tym jak malowałem cale auto… tak już lece to robić.

Auto ma 37 lat i nie będzie idealnie jeśli nie rozbierzesz go do ostatniej śrubki, nie rozbijesz banku w kasynie i nie pójdziesz do ASO Mercedesa zamawiając wszystko nowe co mają do tego modelu – mnie na to nie stać i chyba tak mocno tego nie potrzebuje. Oczywiście – tak by było fajniej, choć wtedy odezwałaby się kolejna grupa hejterów, która chciałaby mi przekazać jak bardzo mylę się zamawiając manetkę z końca 78 roku do modelu z początku 76 roku i jak w ogole śmię myśleć o jego obniżeniu i założeniu BBS! Prawda jest taka, że ciesze się, że mój Merc mimo wieku wygląda wciąż pięknie… a wszyscy hejterzy i inne komentarzowe cioty – zupełnie nie zależy mi na waszym zdaniu 🙂 Auto jest dla mnie i to ja będę je robił dla siebie – nie dla was.

Teraz troszkę o samym Mercu. Jak wspomniałem wyżej, kupiłem go zimą. Niestety musiałem wtedy trochę nim pojeździć w śniegu – Taka sytuacja i nie było odwrotu. Merc spisywał się dzielnie, oczywiście dbałem o niego. Myłem podwozie i całe auto kilka razy w tygodniu, parkowalem w ciepłym garażu. W sumie w całej zimie nie jeździł codziennie – ale zdarzało się. Nigdy mnie nie zawiódł i mimo sporych mrozów zawsze odpalał i jeździł perfekcyjnie.

Wraz z nadejściem wiosny nadszedł czas remontu. Miało być tylko kilka poprawek i wpyłek, ale… skończyło się na malowaniu całego auta. Trwało to naprawdę sporo czasu, a ja już nie mogłem się doczekać kiedy w końcu znów wsiądę do mojego Benza! Kiedy w końcu odebrałem auto od lakiernika było fajnie. W końcu nie było rdzawek i innych odcieni nadwozia. Jednak do pełnego efektu brakowało blasku. Właśnie wtedy pacjenta oddałem do wspomianego na fejsbuku znanego Poznańskiego detailera – Błażeja. Błażej zajął się samochodem kompleksowo i mimo tego, że w kilku miejscach lakiernik nie popisał się swoimi umiejętnościami, Błażej wyciągnął lakier tak, że auto wygląda jak nowe. Po prostu genialnie się świeci, a powierzchnia jest idealnie jednolita. Nawet niewidomy to zauważy – wystarczy dotknąć lakier, jest tak gładki jak szyba! Dzięki temu zabiegowi też fajnie myje się auto – wystarczy je opłukać z brudu i nawet bez wycierania auto po chwili znów lśni. Możecie pomyśleć że wchodzę Błażejowi w dupę, ale mylicie się, serio jestem bardzo zadowolony z tego co zrobił i obiecałem mu polecić go w moim arcie na temat Merca. Co prwda Błażej nie ma oficjalnej strony, ale możecie łapać go tu: https://www.facebook.com/blazej.halagiera?fref=ts

Kiedy lakier był już wypolerowany a środek wyprany, brakowalo tylko dobrego koła. Niby mógl zostać na kołpaku, ale jakoś tak mi to nie pasowało zbytnio. Zastanawialem sie nad różnymi opcjami – nawet zrobieniem „customów” ale poza tym, ze ładnie wygladają to slyszalem o nich same złe opinie, wiec temat olałem. Wtedy zupelnie przypadkiem pojawilo sie do sprzedania DARE RS w rozmiarze 17''. Niby troche duzo, niby dare jakos specjalnie mnie nie kreci, ale kiedy przymierzylem to do auta… od razu je kupilem! Po prostu siadły idealnie! Mam gdzieś czy to podróba czy nie, czy wstyd czy nie, mnie sie podoba i tak zostanie. Kolo spasowało sie I D E A L N I E !

Mercem bardzo lubię jeździć. Może jest trochę wolny, ale służy do przemieszczania a nie do wyścigów. Ostatnio wyregulowałem i uszczelniłem pompę wtryskową (a w zasadzie jej sterowanie) – Spadek spalania o 2l/100km i znaczna poprawa dynamiki zrekompensowała kilka godzin spędzonych przy tym niezwykle prostym silniku. Zawieszenie jest świetne i nawet z tymi kołami (sam nie wierzę że to piszę) – dość komfortowe. Na stalówkach auto po prostu płynęło po dziurach i żaden nowszy samochód tak wygodnie nie jechał. Fotele są świetne, nawet na dłuższe podróże, a wnętrze wykończone z dużą pieczołowitością. To po prostu fajny wóz!

za zdjęcia serdecznie dziękuje Adamowi z Studio Dada, który wykonał je dla mnie. Przy okazji – Studio Dada robi promocję dla klasyków, sprawdźcie na stronie!

Must have tego lata – koszulki od klasyczny.com!

Od jakiegoś czasu wspólnie z kowalewska.org przygotowujemy dla was kolekcję genialnych, motoryzacyjnych koszulek. Każdy z wzorów rysowany jest RĘCZNIE! Koszulki są świetnej jakości, a auta na nich to same rarytasy. Żadna koszulka z Cropa czy innego sropa nie będzie aż tak genialna, jak ta od nas! Może nie są najtańsze, ale pamiętajcie, że za dobre rzeczy trzeba płacić, a artystę doceniać! Zapraszamy do naszego sklepu, gdzie zapłacicie za nie w ciągu kilku sekund, a po kilku dniach możecie dumnie nosić na piersi klasyki…

SKLEP.KLASYCZNY.COM

Klasyka modyfikacji – BMW E30 MT2.

BMW E30 w ospoilerowaniu MT2 może nie jest czymś, co zaskakuje, czy daje ogromny powiew świeżości. M-Technik 2 w połączeniu z klasycznym i oryginalnym BBS zawsze będzie… klasyczne, w swoim znaczeniu. Takie auta były budowane kiedy E30 była jeszcze wystawiana na salonie w Genewie, były również robione kiedy w salonach debiutowały już następne modele, są robione teraz i zapewne jeszcze długi czas się to nie zmieni.

Kiedyś znalezienie popularnej E30-stki z M-technikiem nie bylo łatwe. Sporo egzemplarzy było „zajechanych” i zniszczonych, a jeśli pojawiały się na rynku – były kilkadziesiąt procent droższe niż zwyczajne kanty. O ile kilka, czy kilkanaście lat temu to dało się zrobić, tak za kilka lat znalezienie egzemplarza podobnego do samochodu Marcina będzie po prostu niemożliwe!

To samochód, który mimo swojej perfekcyjności w każdym calu może budzić mieszane uczucia. Już widzę głosy hejterów „eczydziecha na bebeesie pod remize a nie klasyka!!!!111”, ale widzę też zdanie wielu ludzi wychwalających auto w pięknym stanie, pełne unikatowych dodatków, na kole, którego klasyczności po prostu nie da się podważyć. Fakt, faktem – auto w takim zestawieniu na Zlocie BMW może nie wyróżniać się nazbyt i istnieje duże prawdopodobieństwo, że spotkamy bardzo podobny egzemplarz, ale czy to aż taka wada? Zawsze można zrobić wspólną sesją i porównać, które jest faktycznie lepsze 😉 Auto Marcina robi ogromne wrażenie wszędzie tam gdzie się pojawi, bo dopracowane jest w każdym calu. Lakier, środek, koła, silnik – tu wszystko jest tak, jak można by sobie wyobrazić.

Ciekawą rzecz samochód skrywa pod maską. Zamiast klasycznego 6-cio cylindrowego M20, w samochodzie zainstalowano znacznie nowszą jednostkę o oznaczeniu M52B28. Być może tu pojawią się kolejni hejterzy, ale ta jednostka to naprawdę genialny wybór. Montowane min. w późniejszych egzemplarzach E36 i E46 popularne 2.8 w budzie E30 zapewnia ponadprzeciętne osiągi przy rozsądnym spalaniu i absolutnej bezawaryjności. Dodając do tego kompletny układ wydechowy z nierdzewki wraz z rurowym kolektorem wydechowym, zmodyfikowany i powiększony dolot, a także przeprogramowany komputer robi sie nam z tego… auto dużo szybsze niż seryjne M3. Mi się tam podoba i olewam, że pod maską nie mam oryginalnego M20.

To naprawdę przemyślany egzemplarz – i to od A do Z. To auto przez wiele lat może pozostać w niezmienionej formie i być ciągle na topie, robiąc wrażenie tam gdzie się pojawi. Wielu wybiera drogę na skróty, laminatowy pakiet m-technik, DARE zamiast oryginalnych BBS i zmęczone 316i. Z daleka wygląda to podobnie, ale to jakby porównywać czekoladę i gó$%o. To auto to 100% motoryzacyjna czekolada!

Dlaczego wolę 125p od Kenigzega…

…czyli, którki felieton na temat jarania się gumbolami, gtpoloniami i dziwnymi autami.

Nigdy nie interesowały mnie Ferrari, Bugatti, czy też inne, bardziej wymyślne auta jak Pagani czy Zonda. Nie wiem czemu, ale dla mnie nie ma w nich nic ciekawego. Każdy super samochód wygląda praktycznie identycznie, a ja nawet nie jestem w stanie rozróznić kolejnych modelów, a nawet poszczególnych marek! Zonda? Pagani? Nie ważne i tak ma silnik z tylu (obstawiam doładwane v8 albo v12) kierowca siedzi z przodu, a cała sylwetka wygląda jak areodynamiczna larwa z wielkim odwłokiem. To coś jak motocykle ścigacze – niby szybkie i super, ale zupełnie mnie nie kręcą, a każdy dla mnie wygląda dokładnie tak samo.

Zonda Sronda

Pozatym… gdzie takim Kenigzegiem jeździć? To jest dopiero niskie, a fiat jak pokrzesa trochę iskier to się nic nie stanie! Kto go naprawi? Gdzie kupić części? W ogole jak tam się siedzi? To już wygodniejsze fotele mam w w123! I czy naprawdę to aż takie piękne, żeby ustawić sobie jego zdjęcie na tapete? Bo na zadbanego klasyka, to czasem nie mogę przestać patrzeć! Druga sprawa, że każdy taki super samochód wygląda dokładnie tak samo jak inny. Nie ważne czy jeździ nim prezenter TVNu, czy też raper z Ameryki, te auta mają zazwyczaj w większości te same kolory – Ferrari prawie zawsze jest żółte (a w najlepszym wypadku czerwone), Lambo pomarańczowe, (no chyba, że to starszy model to żółte,) GTR czarny, a Veron granatowy – LIPA! Nawet felg im się nie chce zmieniać i w wyniku wszystkie te super auta wyglądają dokładnie tak samo, zero zaangażowania w swój samochód, zero miłości na niego przelanej. Zupełnie nie rozumiem też jarania się imprezami typu gambal czy sławne ostatnio GT polonia. Słabi kierowcy upalają potwornie mocne auta na prostej, w ogole nie wykorzystując i nie pokazują potencjału tych aut. Nawet gumy nie spalą, bo pewnie szkoda im ich 28-smio calowych opon z kauczuku andaluzyjskiego. Zamiast skorzystać z toru Poznań, zlokalizowanego kilka km dalej i pokazać klasę w jeździe w zakrętach – wolą jeździł w po prostej w tę i z powrotem, ku uciesze Januszów i 3-latków. Te auta są tak samo bezduszne jak ich właściciele, którzy zazwyczaj są zwykłymi burakami. Wszystko to sprawia, że zupełnie nie interesują mnie te auta.


czy nie są podobne?

Przez wylizanego klasyka spowoduje wypadek, a za Lambo nawet nie oderwę wzorku z gwiazdy na mojej masce.

Zupełnie inaczej jest ze zwykłymi autami, w które ktoś włożył serce. Był sobie taki zwykły stary samochód, a ktoś go pokochał, dopasował felgi, przerobił zawieszenie, wsadził inny silnik, wylizał lakier z ostatniej muszki i dba o niego bardziej niż o swoją żonę – to mi imponuje! To mnie jara! Kiedy ktoś buduje Golfa 2 i wsadza do niego silnik, poczym wygrywa na 1/4 mili z nowym Galardo – to jest dopiero coś! A mina pana w Gallardo za grube miliony objechanego przez starego Golfa? CUDO! Uwierzcie mi, kiedy widzę na drodze obniżone 125p skręcam sobie kark i nawet nie zauważam wszystkich tych super aut. Wiem, wiem, pewnie napiszecie, że jestem hejterem bo mnie nie stać, ale szczerze, nawet jak wygram w totka 6 milonów złotych, zrobię sobie wyjebanego w kosmos dużego Fiata i będę nim objeżdżał wszystkie Kenigzegi o!

Pamiętam to jak dziś, a było to 15 lat temu…

Wchodzę do „księgarni” w małym miasteczku jako zwykły 10-cio latek, podchodzę do półki z gazetami, przeglądam Auto Świat i inne. Potem w ręce wpada mi GT, przewertowuje gazetę i trafiam NA TEN ARTYKUŁ!

Właśnie wtedy zakochałem się w modyfikowanych klasykach na amen! W 1998 roku Fiat 125p był traktowany jako złom, który warto wymienić na Golfika 2 albo Escorta – oczywiście płacąc 3-4 krotnie większą cenę… a ja postanowiłem wtedy, że moim pierwszym autem będzie właśnie 125p.

To, co zrobił ten chłopak z opisywanym autem absolutnie mnie zauroczyło. Jest tak absurdalny, że aż piękny. Nawet dziś! Imponowało mi to, że posklejał dziwne części i uruchomił taki pojazd uratowany ze złomu. Wtedy nawet nie wiedziałem co to jest sprężarka, a co tloki, ale fascynacja kazała zgłębić temat dokładnie! Wtedy zaczełem wertować wszystkie źródła i pytać swojego ojca o „tunningi i sprężarki i modyfikacje fiata”. To ten artykuł spowodował taki rozwój mojej pasji i to, że nie jaram się Wejronem ani Pagani Hujarą tylko właśnie klasykami!

Gdy zobaczyłem ostatnio skan tego arta w sieci – po prostu musialem wam to opisać! A jak zaczęła się wasza przygoda z klasykami?